Kiedy w pewnym wakacyjnym miejscu na Madagaskarze nagle pojawiła się wielka chmura zapachu, mieszkańcy byli zdumieni. Nikt nie miał pojęcia, skąd się wziął ten okropny smród.

Lindsay Ferraris dla The Washington Post w Getty Images

Duszący aromat wypełniał całą okolicę i nikt nie mógł zrozumieć, skąd pochodzi ten zapach. Po wielu wściekłych telefonach od mieszkańców wezwano policję, która w końcu znalazła przyczynę tego wszystkiego i zdecydowanie nie jest ona taka, jak myślisz.

Idylliczne miasto

Miasto Toliara, położone na południowo-zachodnim wybrzeżu Madagaskaru, było znane jako niezwykle piękne i spokojne miejsce w kraju. Kiedy więc policjanci otrzymywali kolejne zgłoszenia o bardzo dziwnym problemie w zwykłej dzielnicy, natychmiast rozpoczęli śledztwo.

Brianna Soukup/Portland Portland Press Herald w Getty Images

Śledczy otrzymali kilka telefonów od mieszkańców skarżących się na ostry zapach, który rozprzestrzeniał się po całej okolicy. Był tak silny, że wiele osób rozważało wyprowadzkę, podczas gdy innym robiło się niedobrze na myśl o zmaganiu się z tym odorem.

Śmierdzące opuszczone budynki

Niektórzy obwiniali za ten smród brak prac sanitarnych w mieście, a wielu wskazywało palcem na dwa opuszczone domy w okolicy. Puste domy rodzinne już wcześniej były bolączką w okolicy, a teraz wielu uważało, że to one są źródłem smrodu rozprzestrzeniającego się po całym mieście.

Youtube

Smród był tak silny, że można było odnieść wrażenie, że dusi całą okolicę, a z każdym dniem stawał się coraz gorszy i coraz więcej telefonów napływało od mieszkańców, błagających urzędników, aby coś zrobili, bo w przeciwnym razie wezmą sprawy w swoje ręce.

Głupia sprawa

Niektórym z naszych czytelników może się to wydawać bardzo dziwnym powodem do tak skrajnej reakcji. My również zastanawialiśmy się, jak bardzo nieprzyjemny może być ten zapach, że mieszkańcy ciągle wzywali policję?

Pinterest

Niektórzy ludzie byli tak wściekli, że grozili nielegalnym wejściem do opuszczonych domów i wytropieniem tego, co lub kto jest przyczyną smrodu i chociaż funkcjonariusze policji normalnie nie interweniowaliby w takiej sprawie, czuli się zmuszeni by to zrobić.

Sprawdzenie domu

Po otrzymaniu tak wielu zgłoszeń policja chciała dokładnie sprawdzić opuszczone nieruchomości. Oznaczało to, że oprócz zwykłych funkcjonariuszy poprosili także Soary Randrianjafizanakę, aby przyłączyła się do poszukiwań. Soary była jednym z członków komitetu ds. dzikiej przyrody. Oprócz niej był z nimi także lekarz medycyny sądowej.

Keith Bedford/The Boston Globe via Getty Images

Gdy tylko ekipa dotarła na miejsce, zrozumiała, o co tyle zamieszania. Na całej ulicy unosił się zjełczały zapach, który stawał się coraz gorszy, w miarę jak zaczynali iść w kierunku opuszczonych domów.

Komitet do spraw dzikich zwierząt

To nie było pierwsze doświadczenie pani Randrianjafizanaka w pracy z policjantami. Tak naprawdę brała udział w wielu misjach poszukiwawczych z nimi, w których spodziewano się nieuczciwych zachowań wobec zwierząt, ale nie wiedziała, że ten dzień będzie bardzo różnił się od pozostałych.

Pinterest

Randrianjafizanaka była szefową agencji, a jej dom znajdował się niedaleko tego miejsca. Słyszała wszystkie plotki na temat miasta i rzekomego smrodu, który mógłby doprowadzić dorosłych mężczyzn do płaczu.

Dom wydawał się zwyczajny

Poza okropnym smrodem, który wydobywał się z wnętrza, dom z zewnątrz wyglądał na względnie normalny. Był duży i raczej okazały. Ale oczywiście było jasne, że dom emanował okropnym zapachem.

Yusuke Harada/NurPhoto w Getty Images

Randrianjafizanaka była bardzo doświadczona w kontaktach z dzikimi zwierzętami i od pierwszej sekundy wiedziała, że to sprawa związana ze zwierzętami. Żaden człowiek nie byłby w stanie wytworzyć takiego smrodu i było oczywiste, że nie będzie to nic dobrego.

Wewnątrz budynku

Gdy otworzyli ciężkie i przegniłe drzwi budynku, odór się nasilił. Niektórzy funkcjonariusze nawet zakrztusili się tym zapachem i zostali zmuszeni do opuszczenia terenu! Ale pani Randrianjafizanaka była coraz bardziej zaciekawiona.

ED JONES/AFP/Getty Images

Sam dom był w kompletnej ruinie. Ściany się kruszyły, wszędzie walały się stare, spróchniałe meble. Nie było elektryczności, we wszystkich pokojach leżały niezabezpieczone druty. Miejsce było wilgotne i odrażające.

Zapomniany dom

Choć było brudno, nic nie tłumaczyło dziwnego zapachu. Było oczywiste, że to miejsce skrywa jakąś mroczną tajemnicę i zespół był zdeterminowany, aby ją odkryć. Najdziwniejsze było to, że dom nie był nawet na sprzedaż.

Jan Woitas/przez Getty Images

Właściciele właśnie się wyprowadzili i całkowicie zapomnieli o tym miejscu. Gdyby go sprzedali, z pewnością zarobiliby na tym niezłą sumkę, ale zamiast tego po prostu gnił. Ale dlaczego?

Ludzie czy zwierzęta?

Jak wspomnieliśmy powyżej, instytut Randrianjafizanaki powiedział jej, że to było związane ze zwierzętami, a teraz była prawie pewna, że tak jednak było. Tylko zwierzęta uwięzione gdzieś w środku mogły wytworzyć taki odór.

Jim Vondruska/NurPhoto przez Getty Images

Z wyglądu wnętrza domu wynikało, że nikt tam nie mieszka, nawet bezdomni nie wytrzymaliby tego zapachu dłużej niż kilka godzin. I kiedy powoli przechodzili przez dom, usłyszeli głośny huk.

Usłyszeli hałas

Wszyscy zatrzymali się w miejscu! Randrianjafizanaka jako jedna z pierwszych zaczęła powoli iść w kierunku dźwięku, wiedziała, że ktokolwiek lub cokolwiek, co wydziela ten smród, musi mieć związek z hukiem.

Sanka Vidanagama/NurPhoto przez Getty Images

Teraz było jasne, że nie byli sami, ale kto był z nimi? Dzikie i niebezpieczne zwierzę? Bezdomny człowiek potrzebujący pomocy? A może coś zupełnie innego. Cokolwiek to było, zespół był coraz bliżej, by dowiedzieć się więcej.

Po prostu ludzie

Gdy Soary otworzyła drzwi, stanęła twarzą w twarz z dwoma mężczyznami! To nie było to, czego się spodziewała! Doświadczona ekspertka od dzikiej przyrody była pewna, że w sprawę zamieszane są zwierzęta, ale oto stanęło przed nią dwóch bardzo zszokowanych panów.

Yunus Keles/Anadolu Agency/Getty Images

Obaj mieli w rękach łopaty i wyglądało na to, że kopali doły wokół siebie. Policja krzyczała do nich, by podnieśli ręce do góry, ale mężczyźni odłożyli już łopaty i zrobili, co im kazano.

Zamieszanie

Ekipa nie wiedziała, co z tym wszystkim zrobić. Wszystko, czego spodziewali się znaleźć, zniknęło przez okno. Dom nie był opuszczony ani pełen zwierząt, a zamiast tego jacyś przypadkowi faceci kopali w nim dołki.

Sergii Kharchenko/NurPhoto w Getty Images

Funkcjonariusze natychmiast wyprowadzili obu mężczyzn na zewnątrz i zaczęli ich przesłuchiwać. Starali się zachowywać po przyjacielsku, mając nadzieję, że wyjawią coś na temat tego, co się stało, ale zanim zdążyli zadać im jakiekolwiek pytanie zauważyli, że mężczyźni po prostu “wyglądali na winnych”.

Wielkie zaskoczenie

Było jasne, że próbują coś ukryć, a policjanci byli pewni, że ci dwaj mają coś wspólnego z tym zapachem. Kiedy ich o to zapytali, obaj zachowywali się tak, jakby nawet nie czuli żadnego odoru i zaczęli coś mamrotać.

PHILIPPE HUGUEN/AFP/Getty Images

Protokół postępowania w takich sytuacjach przewidywał aresztowanie i przesłuchanie na posterunku, ale funkcjonariusze powiedzieli, że mężczyźni unikną tego wszystkiego, jeśli po prostu powiedzą im, co się dzieje, ale obaj wyglądali na oszołomionych tą sytuacją.

Próba nr 2

Nie mogąc uzyskać od mężczyzn żadnych jasnych odpowiedzi, policjanci i Soary postanowili ponownie wejść do domu. Tym razem poszli prosto do pokoju, w którym znaleźli kopiących mężczyzn. I właśnie wtedy coś zauważyli.

You Should Know/YouTube

Podłoga się trzęsła! Między dziurami wykopanymi w podłodze ziemia powoli się poruszała, pełzała, a kiedy ekipa błysnęła światłami, żeby sprawdzić, co się dzieje, byli przerażeni widokiem.

Byli wszędzie

Soary Randrianjafizanaka spojrzała w dół przez pajęczyny, w słabym świetle i zdała sobie sprawę, że cała podłoga jest pokryta żółwiami! Musiały być ich tysiące, spakowane jak sardynki!

You Should Know/YouTube

To nie podłoga się ruszała, tylko te biedne stworzenia, które potykały się w ciemności bez jedzenia i powietrza do oddychania. Ich widok natychmiast poskładał wszystkie elementy układanki w całość. To te żółwie i ich odchody powodowały ten wielki smród.

Rzadki gatunek

Delikatnie podniosła jednego żółwia i zauważyła, że ma wyjątkowe znaki na skorupie. Serce natychmiast jej zamarło! Widziała to już wcześniej. Te rzadkie żółwie nie występowały na Madagaskarze i z pewnością kłusownicy już się nimi zajęli.

You Should Know/YouTube

Gatunek ten jest znany ze swojej potulności, a niektórzy ludzie posiadali je nawet jako zwierzęta domowe, mimo że było to nielegalne. Co gorsza, inni jedli je jako przysmak. Niestety, z powodu kłusownictwa gatunek ten prawie wyginął.

Wezwanie zespołu

Kiedy źródło zapachu zostało wreszcie odkryte, nadszedł czas, aby podjąć natychmiastowe działania i zapewnić tym biednym zwierzętom pomoc. Na miejsce sprowadzono reflektory, dzięki którym pani Randrianjafizanaka i jej zespół mogli wreszcie zobaczyć, jak wygląda sytuacja.

You Should Know/YouTube

A było źle. Po wstępnym przeliczeniu okazało się, że w pomieszczeniu znajduje się 9000 żółwi. Prawie połowa z nich była na skraju śmierci. Cierpiały z powodu odwodnienia, niedożywienia i od dawna nie były pielęgnowane.

Naprawdę zagrożone

Soary pracowała ze zwierzętami już od kilkudziesięciu lat i niestety widziała, jak często są maltretowane, ale to było coś zupełnie innego. Nigdy wcześniej nie widziała tak wielu tych rzadkich gatunków żółwi i to na tak małej przestrzeni.

You Should Know/YouTube

Aby pokazać, jak rzadkie są te zwierzęta, szacuje się, że na Ziemi pozostało ich zaledwie 3 miliony. W latach 90. ich populacja wynosiła około 12 milionów, ale zmniejszyła się z powodu kłusownictwa.

Znalezienie im nowego domu

Niestety, 1000 żółwi zmarło w ciągu następnego tygodnia, mimo że Randrianjafizanaka i jej zespół zapewnili im całodobową opiekę. Na szczęście większość z nich wyzdrowiała i była gotowa do rehabilitacji.

You Should Know/YouTube

Zespół nie był pewien, czy są one gotowe do wypuszczenia z powrotem na wolność, ale był też pewien, że żaden ośrodek nie jest w stanie zaopiekować się wszystkimi 8000 żółwi. Podzielono więc żółwie na grupy i rozesłano po całym kraju, aby się nimi zaopiekować.

Koniec zapachu

W końcu żółwie znalazły się w szczęśliwym i zdrowym środowisku, a opuszczone domy, w których mieszkały, zostały oczyszczone i rozebrane. Dzięki temu okolica znów mogła cieszyć się ciszą i świeżym powietrzem!

You Should Know/YouTube

Pomyśleć jednak, że gdyby mieszkańcy nie wzywali gorączkowo policji na pomoc z powodu okropnego zapachu, te biedne żółwie nie przeżyłyby, a mężczyźni odpowiedzialni za ich maltretowanie nigdy nie zostaliby złapani. Tak więc, w sumie, zapach faktycznie pomógł.